Hej jestem Iris i w tym roku kończę 20 lat. Chciałabym podzielić się moją historią.
Obecnie mieszkam zza granią, w takim małym kraju co się zwie Belgia. Wyprowadziłam się ze względu na moją mamę. Odkąd pamiętam zawsze pracowała bardzo ciężko, aby mnie jak i resztę mojego rodzeństwa utrzymać, co prawda mój tata również pomagał, ale życie dawało w kość. Moja siostra wyprowadziła się z domu gdy miała 18 lat, odkąd wyjechała zza granicę pomagała moim rodzicom, może trochę nie chętnie, ale pomagała. Mojego brata nic nie obchodziło prócz czubek własnego nosa. Ale mniejsza o to. Moja mama wyjechała do mojej siostry zza granicę ponieważ dostała pracę. Jako, że ja ciężko to przeżywałam rozstanie z mamą, zaproponowała abym przyjechała do niej. Niby mnie to bardzo ucieszyło, ale w głębi duszy byłam zrozpaczona. Jak ja mając piętnaście lat mogłam opuścić swoją rodzinę, pozostawić mojego psa, a co najgorsza mojego ukochanego bratanka. No cóż, nie mogłam pokazać tego nikomu. Pożegnałam się z przyjaciółmi oraz z moją rodziną, wiedziałam, że od teraz nie będę ich spotykać tak często jak przedtem.
Po pożegnaniu się ze wszystkimi i po przyjechaniu do nowego kraju w mojej głowie pojawiło się bardzo dużo myśli np. o tym co ja tu robię? Czy znajdę nowych znajomych? No cóż, odłożyłam swoje zmartwienia na później, mój pierwszy dzień szkoły był moim koszmarem, a zarazem dniem w którym poznałam dużo osób. Tak jak ja, każdy pochodził z innego kraju i był w tej szkole, aby nauczyć się języka. Przedstawiłam się całej klasie po angielsku, moja nauczycielka przetłumaczyła to na niderlandzki. Było nas w klasie ośmiu z czego ja byłam jedną dziewczyną. Wyobraźcie to sobie. Jedna dziewczyna i siedmiu chłopców. Każdy z nich patrzył się na mnie i zadawał dużo pytań, których ja całkowicie nie rozumiałam. Na szczęście w drugiej klasie był chłopak, który również jak ja pochodził z Polski. To dzięki niemu nauczyłam się dużo rzeczy o tym kraju. Z dnia na dzień poznawałam coraz to więcej osób, co mnie bardzo uszczęśliwiało. Jako, że zaczęłam rok szkolny z opóźnieniem musiałam powtórzyć klasę. Niestety mój optymizm przepadł. Moja mama postanowiła wrócić do Polski, a ja zostałam pod opieką mojej siostry. Nie cieszyłam się! Byłam bardzo zła, smutna, sfrustrowana! Nie chciałam nikomu tego pokazać przez co wszystko zbierało się, a ja wybuchałam i robiłam kłótnie. Kłóciłam się każdego dnia z moją siostrą jak i z moim szwagrem. Były pojedyńcze szczęśliwe dni, ale więcej było tych szarych pełnych kłótni dni.
Moja klasa powiększyła się tak samo jak i inne. Zostaliśmy podzieleni na grupy, ja byłam z zaawansowanej, następnie była średnio zaawansowana oraz początkująca. Niby poznałam więcej osób, ale też zdobyłam przyjaciółkę oraz najlepszego przyjaciela. Rok minął szybko. Kłótnie w domu nie ustały, próbowałam dużo razy wracać do Polski, ale gdy chociaż o tym wspominałam, wszyscy mówili, że to żart i mnie wyśmiewali. Ale ja naprawdę tęskniłam zza domem i za resztą.
Poszłam do normalnej szkoły, czyli musiałam od nowa zaczynać swoją przyjaźń ze wszystkimi. Niestety było to bardzo trudne. Na początku niby rozmawiałam ze wszystkimi, ale i tak trzymałam dystans. Dużo osób rozmawiało o mnie za moimi plecami. Po jakimś czasie znalazłam swoją koleżankę Jo. Broniłam jej a ona mnie. Wspierałyśmy się wzajemnie. Do momentu w którym zmieniłam swój kierunek nauczania. Opowiem wam jednak o tym później ;)
~Iris
Obecnie mieszkam zza granią, w takim małym kraju co się zwie Belgia. Wyprowadziłam się ze względu na moją mamę. Odkąd pamiętam zawsze pracowała bardzo ciężko, aby mnie jak i resztę mojego rodzeństwa utrzymać, co prawda mój tata również pomagał, ale życie dawało w kość. Moja siostra wyprowadziła się z domu gdy miała 18 lat, odkąd wyjechała zza granicę pomagała moim rodzicom, może trochę nie chętnie, ale pomagała. Mojego brata nic nie obchodziło prócz czubek własnego nosa. Ale mniejsza o to. Moja mama wyjechała do mojej siostry zza granicę ponieważ dostała pracę. Jako, że ja ciężko to przeżywałam rozstanie z mamą, zaproponowała abym przyjechała do niej. Niby mnie to bardzo ucieszyło, ale w głębi duszy byłam zrozpaczona. Jak ja mając piętnaście lat mogłam opuścić swoją rodzinę, pozostawić mojego psa, a co najgorsza mojego ukochanego bratanka. No cóż, nie mogłam pokazać tego nikomu. Pożegnałam się z przyjaciółmi oraz z moją rodziną, wiedziałam, że od teraz nie będę ich spotykać tak często jak przedtem.
Po pożegnaniu się ze wszystkimi i po przyjechaniu do nowego kraju w mojej głowie pojawiło się bardzo dużo myśli np. o tym co ja tu robię? Czy znajdę nowych znajomych? No cóż, odłożyłam swoje zmartwienia na później, mój pierwszy dzień szkoły był moim koszmarem, a zarazem dniem w którym poznałam dużo osób. Tak jak ja, każdy pochodził z innego kraju i był w tej szkole, aby nauczyć się języka. Przedstawiłam się całej klasie po angielsku, moja nauczycielka przetłumaczyła to na niderlandzki. Było nas w klasie ośmiu z czego ja byłam jedną dziewczyną. Wyobraźcie to sobie. Jedna dziewczyna i siedmiu chłopców. Każdy z nich patrzył się na mnie i zadawał dużo pytań, których ja całkowicie nie rozumiałam. Na szczęście w drugiej klasie był chłopak, który również jak ja pochodził z Polski. To dzięki niemu nauczyłam się dużo rzeczy o tym kraju. Z dnia na dzień poznawałam coraz to więcej osób, co mnie bardzo uszczęśliwiało. Jako, że zaczęłam rok szkolny z opóźnieniem musiałam powtórzyć klasę. Niestety mój optymizm przepadł. Moja mama postanowiła wrócić do Polski, a ja zostałam pod opieką mojej siostry. Nie cieszyłam się! Byłam bardzo zła, smutna, sfrustrowana! Nie chciałam nikomu tego pokazać przez co wszystko zbierało się, a ja wybuchałam i robiłam kłótnie. Kłóciłam się każdego dnia z moją siostrą jak i z moim szwagrem. Były pojedyńcze szczęśliwe dni, ale więcej było tych szarych pełnych kłótni dni.
Moja klasa powiększyła się tak samo jak i inne. Zostaliśmy podzieleni na grupy, ja byłam z zaawansowanej, następnie była średnio zaawansowana oraz początkująca. Niby poznałam więcej osób, ale też zdobyłam przyjaciółkę oraz najlepszego przyjaciela. Rok minął szybko. Kłótnie w domu nie ustały, próbowałam dużo razy wracać do Polski, ale gdy chociaż o tym wspominałam, wszyscy mówili, że to żart i mnie wyśmiewali. Ale ja naprawdę tęskniłam zza domem i za resztą.
Poszłam do normalnej szkoły, czyli musiałam od nowa zaczynać swoją przyjaźń ze wszystkimi. Niestety było to bardzo trudne. Na początku niby rozmawiałam ze wszystkimi, ale i tak trzymałam dystans. Dużo osób rozmawiało o mnie za moimi plecami. Po jakimś czasie znalazłam swoją koleżankę Jo. Broniłam jej a ona mnie. Wspierałyśmy się wzajemnie. Do momentu w którym zmieniłam swój kierunek nauczania. Opowiem wam jednak o tym później ;)
~Iris
Komentarze
Prześlij komentarz